wtorek, 5 lutego 2008

Zawody przyszłości

W ciągu dekady co czwarty pracujący Polak zmieni zawód lub zacznie pracować w profesji jeszcze nieistniejącej. Czy polscy studenci zdają sobie z tego sprawę? I czy wiedzą, na których kierunkach warto się uczyć, żeby za kilka lat mieć pracę? Raczej nie.

Od niedawna studenci na imprezach opowiadają sobie taki do-wcip: "Przychodzi mama Jasia do biura pośrednictwa pracy, żeby załatwić synowi jakieś zajęcie. I mówi: "Proszę pani, nie znalazłaby się dla Jasia jakaś praca?” Pani z biura pyta: "A co Jasio potrafi?” "No, murować umie, podstawówkę skończył”, wylicza mama Jasia. Pojawia się odpowiedź: "To mamy dla niego posadę murarza, 4 tysiące złotych na rękę”. Na co mama Jasia wzdryga się: "Toć przecież Jasio cały czas będzie chodził pijany, jeśli tyle pieniędzy zarobi. A za mniej czegoś nie ma?”, pyta. "To może pomocnik murarza, 3 tysiące złotych na rękę”. Na co mama Jasia znowu odpowiada: "Przecież mój syn wciąż będzie pił i pił. A nie ma jakiegoś zajęcia za 600-700 złotych?”, dopytuje. Na co pani z biura pośrednictwa odpowiada: "Owszem, ale Jasio musiałby skończyć studia”. I chociaż wydaje się, że czasy, kiedy student świeżo po obronie dyplomu miał problem ze znalezieniem pracy w zawodzie, już dawno minęły, to okazuje się, że nie do końca jest to prawda. Dlaczego? Ponieważ ostatnie cztery lata w polskiej gospodarce diametralnie zmieniły sytuację studentów i absolwentów na rynku pracy.

Jest super?
Duży spadek bezrobocia, świetne wyniki finansowe firm, miliardy euro ulokowane w kraju przez inwestorów, decyzja o współorganizowaniu Euro 2012, niż demograficzny, centra rozwojowe i ośrodki badawcze wielkich firm, świetna koniunktura gospodarcza - podobnych czynników każdy ekonomista może wymienić jeszcze wiele. I na pierwszy rzut oka tak pozytywne doniesienia powinny cieszyć i napawać optymizmem wszystkich poszukujących pracy, a przede wszystkim studentów. Szczególnie że skutki zmian już widać, głównie w zwiększającej się liczbie ofert pracy, które pojawiają się na rynku. Każdego miesiąca ukazuje się kilka tysięcy nowych ogłoszeń, w których firmy poszukują absolwentów praktycznie każdej specjalności. Na dodatek w ubiegłym roku głośno było o wielkich inwestycjach zagranicznych korporacji, takich jak Google, Siemens lub Dell, które w dużej mierze skierowane były do studentów lub absolwentów. Co więcej, również rodzime firmy w po- rozumieniu z uczelniami tworzą specjalne strefy, w których rozwijane są lub niedługo będą nowoczesne technologie. Przykładem może być chociażby Dolina Lotnicza, gdzie skupiły się firmy awiacyjne, powołanie do życia klastra filmowego w Łodzi, gdzie mają powstawać wielkie produkcje, lub Autostrada Firm Nowych Technologii, która ma być polskim odpowiednikiem amerykańskiej Doliny Krzemowej.

Zmiany, zmiany, zmiany
Wydawałoby się więc, że studenci powinni patrzeć w przyszłość z optymizmem i spodziewać się wysypu ofert pracy, w których będą przebierać i wybierać. Czy rzeczywiście jest tak różowo? Niestety, nie do końca. - Zmiany w gospodarce, które nastąpiły w ciągu ostatnich lat, odwróciły dotychczasową sytuację na rynku pracy. W niektórych branżach pojawiły się og- romne braki kadrowe, przez co wielu studentów rzeczywiście może przebierać w ofertach. Jednak z drugiej strony w pewnych dziedzinach wciąż występuje nadprodukcja specjalistów z dyplomem wyższej uczelni. Przykładowo polonistów, pedagogów, historyków, archeologów lub politologów - mówi dr Dominik Antonowicz, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Rynek pracy cały czas się zmienia. Jeszcze kilka lat temu mało kto przewidywał tak dynamiczny rozwój telefonii komórkowej, Internetu lub offshoringu, czyli zlecania wykonywania określonych usług lub całych procesów biznesowych innym firmom. Zmiany, które dokonały się na rynku pracy, spowodowały, że zakres obowiązków wielu pracowników już się istotnie zmienił, a przed nami są kolejne zmiany - mówi dr Wiktor Wojciechowski, ekonomista z Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. Oczywiście ktoś może stwierdzić, że przy tak dużej dynamice zmian nierealne jest prognozowanie popytu na pracę. Nic bardziej mylnego. - Analiza światowych megatrendów pozwala określić tendencje zmian w naszym kraju. Mimo wszystkich różnic dzielących nas od krajów wyżej rozwiniętych pewne jest, że obserwowane tam trendy będą silnie oddziaływać na sytuację w Polsce - wyjaśnia prof. Andrzej Karpiński, sekretarz naukowy Komitetu Prognoz "Polska 2000 Plus” Polskiej Akademii Nauk, autor książki "Przyszłość rynku pracy w Polsce”. Według niego pewne jest np. to, że w ciągu najbliższej dekady co trzeci pracujący Polak będzie musiał zmienić pracę albo nawet zawód. Dlaczego? - Ponieważ co trzecie nowe miejsce pracy powstanie w specjalnościach, których dzisiaj nie jesteśmy nawet w stanie nazwać ani dokładnie scharakteryzować - tłumaczy prof. Karpiński.

Więcej w lutowym "?dlaczego"

0 komentarze: